Kiedy piszę ten tekst, obok mnie na biurku śpi jeden z moich adoptowanych kocurów. Kiedyś ktoś po prostu wystawił go w transporterze pod śmietnik. Czy dziś jest bezpieczny tylko dlatego, że „ktoś go znalazł”? Nie. Jest z nami dlatego, że ktoś zareagował: zrobił zdjęcia, zadzwonił, opisał sytuację. I to jest dokładnie ten moment, w którym kończy się bezradność, a zaczyna realna pomoc.

Znęcanie się nad zwierzętami to nie „prywatna sprawa właściciela”. To przestępstwo. I co ważne – bardzo często pierwszy sygnał, że w tle dzieje się coś jeszcze poważniejszego. Badania Cynthii Hodges z 2008 roku pokazały, że 100% skazanych za zbrodnie seksualne i 70% sprawców przestępstw z przemocą wcześniej znęcało się nad zwierzętami. W Polsce ten wątek prawie się nie pojawia w debacie publicznej, a szkoda – bo pokazuje, jak ważne jest, żeby reagować od razu, na „etapie zwierzęcia”.

Wiem, że zgłoszenie przemocy bywa stresujące. Boisz się sąsiada, nie ufasz policji, nie chcesz „się mieszać”. Ale z mojego doświadczenia – jako osoby, która wielokrotnie towarzyszyła takim sprawom – Twoje jedno zgłoszenie może realnie skrócić cierpienie konkretnego psa, kota czy konia. I czasem jest to jedyna szansa, jaką to zwierzę kiedykolwiek dostanie.

Czym w świetle prawa jest znęcanie się nad zwierzętami?

Zacznijmy od podstaw: co w ogóle możemy zgłosić?

Ustawa o ochronie zwierząt mówi jasno – znęcanie to każde działanie lub zaniechanie, które powoduje u zwierzęcia ból lub cierpienie. To nie tylko bicie czy kopanie. To także:

  • trzymanie psa na krótkim łańcuchu, bez dostępu do wody i schronienia,
  • utrzymywanie zwierząt w skrajnie brudnych, ciasnych warunkach,
  • celowe głodzenie, brak leczenia chorego zwierzęcia,
  • złośliwe straszenie, szczucie innymi zwierzętami,
  • przeciążanie koni, psów zaprzęgowych czy zwierząt gospodarskich ponad ich fizyczne możliwości,
  • używanie niewłaściwych uprzęży, pęt, narzędzi, które powodują ból.

Prawo obejmuje też transport zwierząt – ciężarówki, przyczepy, przewożenie w zbyt wysokiej temperaturze, bez dostępu do wody. To, co często widzimy w nagraniach z rzeźni, nie jest „normą branżową”, tylko bardzo często po prostu łamaniem przepisów. A jednak, mimo ujawnionych nagrań z miejsc takich jak rzeźnia w Sokołowie, wciąż słyszę, że państwo planuje „założyć monitoring”, zamiast od razu wprowadzić realne, odczuwalne kary.

I tu dochodzimy do ważnej luki: ustawa nie penalizuje tzw. zamiaru ewentualnego. Mówiąc prościej – jeśli złodziej przy włamaniu zrani psa, może tłumaczyć, że „nie chciał mu zrobić krzywdy, tylko się bronił”. W wielu takich sprawach przemoc wobec zwierzęcia nie jest wtedy traktowana jak znęcanie, tylko jako „skutek uboczny” innego przestępstwa. To furtka, którą sprawcy chętnie wykorzystują.

Na papierze kary za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem wyglądają surowo – od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. W praktyce jednak sądy bardzo często orzekają wyroki w dolnych granicach: 3–6 miesięcy, często w zawieszeniu. Kluczowe jest właśnie udowodnienie tzw. zamiaru bezpośredniego – a sprawcy niemal zawsze twierdzą, że „to był wypadek”.

To nie znaczy, że zgłaszanie nie ma sensu. Wręcz przeciwnie – im lepsza dokumentacja, tym trudniej zbagatelizować sprawę. I tu wchodzisz Ty ze swoją reakcją.

Gdzie zgłosić znęcanie się nad zwierzętami?

Pamiętam jedną z czytelniczek, która napisała do mnie po tygodniach obserwowania psa na balkonie. Zimą, bez legowiska, bez miski z wodą. „Bałam się, że policja mnie wyśmieje” – powiedziała. Skończyło się odebraniem psa i sprawą w prokuraturze. Dlaczego? Bo zrobiła zdjęcia, nagrała film, zapisała daty. I wiedziała, gdzie zadzwonić.

Najważniejsze miejsca, do których możesz zgłosić znęcanie się nad zwierzętami, to:

  1. Policja – numer alarmowy 112 lub bezpośrednio 997
  2. Prokuratura rejonowa – zwłaszcza gdy policja zlekceważy sprawę
  3. Straż Miejska lub Gminna – szczególnie w miastach i gminach z aktywnymi programami ochrony zwierząt
  4. Inspekcja Weterynaryjna i powiatowy lekarz weterynarii – zwierzęta gospodarskie, hodowle, transport, rzeźnie
  5. Jednostki samorządu terytorialnego – wójt, burmistrz, prezydent miasta (programy opieki nad zwierzętami)
  6. Organizacje prozwierzęce – TOZ, Viva, lokalne fundacje i schroniska

Teraz po kolei, jak to wygląda w praktyce.

Policja i prokuratura – fundament, choć bywa różnie

Formalnie policja ma obowiązek przyjąć zgłoszenie o znęcaniu się nad zwierzętami i prowadzić postępowanie. W praktyce… bywa różnie. Funkcjonariusze często nie mają specjalistycznego doświadczenia w sprawach dotyczących zwierząt. Dla wielu z nich to tylko „wątek poboczny” przy przemocy domowej albo zakłócaniu porządku. To wydłuża dochodzenia, a czasem sprawia, że pierwsza interwencja jest spóźniona.

Dlatego warto od razu myśleć o prokuraturze rejonowej – zwłaszcza jeśli już na wstępie widzisz, że policjant mówi: „To tylko pies na łańcuchu, proszę się nie wtrącać”. Zawiadomienie możesz złożyć pisemnie, także anonimowo. Bardzo pomaga, jeśli dołączysz:

  • zdjęcia i nagrania (np. zrobione z okna, klatki schodowej, a w trudnych przypadkach – z drona, jeśli masz do niego dostęp i możesz użyć go legalnie),
  • dokładny opis miejsca (adres, piętro, wejście, numer działki),
  • daty i godziny obserwowanych zdarzeń.

PRO TIP: Ten sam komplet dokumentów wyślij równolegle do policji, prokuratury i organizacji prozwierzęcej – wtedy nikt nie może powiedzieć, że „nie wiedział”, a organizacje często pilnują, by sprawa nie utknęła w szufladzie.

Straż Miejska lub Gminna

W wielu miastach to właśnie strażnicy miejscy jako pierwsi reagują na zgłoszenia dotyczące zaniedbanych psów na podwórkach, kotów na klatkach schodowych czy zwierząt pozostawionych w samochodach. Mają uprawnienia do wejścia na teren posesji (w określonych sytuacjach) i współpracują z policją oraz schroniskami.

Jeśli widzisz psa zamkniętego w aucie w upale albo kota wyrzucanego za drzwi klatki – telefon do Straży Miejskiej bywa szybszy niż do policji.

Inspekcja Weterynaryjna i powiatowy lekarz weterynarii

To adres szczególnie ważny w przypadku:

  • hodowli psów i kotów,
  • ferm, gospodarstw, chlewni,
  • transportu zwierząt gospodarskich,
  • rzeźni i ubojni.

Powiatowy lekarz weterynarii ma prawo wejść do takich miejsc, ocenić warunki i nakazać zmiany. To właśnie ta inspekcja formalnie odpowiada za to, by zwierzęta gospodarskie były traktowane „humanitarnie” (cudzysłów nieprzypadkowy, bo wiemy, jak to w praktyce bywa).

Nagrania z rzeźni pokazują systemową przemoc – bicie, ciągnięcie za nogi, ogłuszanie „po łebkach”. Mimo tego wciąż słyszę, że rząd „rozważa wprowadzenie monitoringu”, ale bez natychmiastowego dołożenia realnych kar. To oznacza, że obywatelskie zgłoszenia, nagrania i presja społeczna są często jedynym impulsem do kontroli.

Samorząd: wójt, burmistrz, prezydent miasta

Każda gmina ma obowiązek mieć program opieki nad zwierzętami bezdomnymi i zapobiegania bezdomności. To nie jest dobra wola, to obowiązek ustawowy. W praktyce to właśnie gmina decyduje:

  • z którym schroniskiem współpracuje,
  • jak wygląda wyłapywanie zwierząt,
  • ile pieniędzy przeznacza na kastracje, dokarmianie kotów wolno żyjących, sterylizacje.

Jeśli widzisz systemowy problem – np. w Twojej okolicy regularnie porzuca się psy na łańcuchach, a schronisko odmawia interwencji – skarga do gminy (a dalej np. do Regionalnej Izby Obrachunkowej albo NIK) potrafi zrobić więcej niż dziesiąty telefon na policję.

Organizacje prozwierzęce, TOZ, lokalne schroniska

Jako osoba, która na co dzień współpracuje z fundacjami, mogę powiedzieć jedno: to często najszybsza i najbardziej zdeterminowana pomoc.

Przykład z Dolnego Śląska: we Wrocławiu w sprawach znęcania się nad zwierzętami bardzo skutecznie działają okręgowy TOZ i lokalne schronisko. Mają wypracowane procedury z prokuraturą, wiedzą, jak pisać zawiadomienia, znają „język” sądów. Zdarzało się, że w tym samym czasie policja jeszcze zastanawiała się, czy „jest podstawa do interwencji”, a organizacja już miała zabezpieczonego psa i umówione badanie weterynaryjne.

Fundacje takie jak Viva czy lokalne stowarzyszenia często:

  • jadą na miejsce razem ze służbami,
  • nagrywają interwencję,
  • zapewniają zwierzęciu miejsce w domu tymczasowym lub schronisku,
  • pilnują sprawy w sądzie.

I, co ważne – przyjmują zgłoszenia anonimowe. W mailu czy formularzu nie musisz podawać swoich danych, wystarczy dokładny opis sytuacji.

Zwierzęta służbowe, rzeźnie, „szczególne przypadki” – też możesz reagować

Nie musisz być policjantką, żołnierzem ani pracowniczką rzeźni, żeby coś zgłosić.

Psy i konie w służbach mundurowych

Ten temat rzadko przebija się do mediów, a dostaję o niego coraz więcej wiadomości. Psy i konie, które pracują w policji, wojsku, straży granicznej, nie zawsze mają zapewnione nawet minimalne normy określone w rozporządzeniu Ministerstwa Sprawiedliwości. Za krótkie kojce, brak wybiegu, złe podłoże, brak opieki po urazach – to wszystko nadal się zdarza.

Po wycofaniu ze służby te zwierzęta bywają po prostu sprzedawane, często bez weryfikacji, co dalej będzie się z nimi działo. A mówimy o zwierzętach, które latami pracowały dla państwa.

Jeśli widzisz lub wiesz o takich sytuacjach (np. pracujesz w jednostce, ale boisz się ujawnienia):

  • możesz zgłosić sprawę anonimowo do Najwyższej Izby Kontroli (NIK),
  • możesz też napisać do fundacji Viva – takie zgłoszenia były już podstawą skutecznych interwencji bez ujawniania danych zgłaszającego.

Rzeźnie i zwierzęta gospodarskie

Nagrania z rzeźni, ferm i ubojni w Polsce jasno pokazują: w wielu miejscach mamy do czynienia nie z „jednostkowymi incydentami”, tylko z systemową przemocą. Zwierzę „przestaje istnieć” w momencie, gdy znika z naszego talerza, ale wcześniej często przechodzi przez piekło.

Zgłoszenia w takich przypadkach możesz kierować:

  • do Inspekcji Weterynaryjnej,
  • do NIK (jeśli widzisz, że to problem systemowy),
  • do organizacji takich jak Viva, Otwarte Klatki czy lokalne stowarzyszenia.

Często to właśnie pracownicy rzeźni lub osoby z okolicy dyskretnie nagrywają, co się dzieje, i przekazują materiały dalej. Jeśli jesteś w takiej sytuacji, pamiętaj – możesz zachować anonimowość, a jednocześnie uruchomić lawinę, która doprowadzi do kontroli.

Anonimowe zgłaszanie znęcania się – jak to zrobić bez pokazywania twarzy

Jedno z najczęstszych pytań, jakie dostaję: „Chcę pomóc, ale nie chcę, żeby sąsiad wiedział, że to ja”. I to jest absolutnie zrozumiałe. Zwłaszcza jeśli masz do czynienia z kimś agresywnym, pijącym, z historią przemocy.

Możliwości jest naprawdę sporo:

  • telefon na policję – 997 lub 112 – możesz wyraźnie poprosić, by Twoje dane nie były ujawniane,
  • zawiadomienie do prokuratury rejonowej – może być złożone bez danych osobowych,
  • Straż Miejska / Gminna – często przyjmuje zgłoszenia telefoniczne od „anonimowego świadka”,
  • formularze online i e‑maile – na stronach policji, gmin, Inspekcji Weterynaryjnej i organizacji prozwierzęcych,
  • aplikacje i narzędzia internetowe, np. Animal Helper.

Aplikacja Animal Helper – anonimowe zgłoszenie z telefonu

Animal Helper to jedno z narzędzi, które szczególnie polecam osobom bojącym się bezpośredniego kontaktu ze służbami. Aplikacja pozwala:

  • zrobić zdjęcia i nagrać film,
  • dodać lokalizację GPS,
  • opisać sytuację,
  • przekazać zgłoszenie dalej – do odpowiednich służb i organizacji.

Zespół Animal Helper miesięcznie przetwarza tysiące zgłoszeń – dotyczą nie tylko psów i kotów, ale też zwierząt dzikich i gospodarskich. Dla mnie to dowód, że technologia naprawdę może ratować życie, jeśli wiemy, jak z niej skorzystać.

Jak zgłosić znęcanie się nad zwierzęciem – krok po kroku

Gdy proszę ludzi o nagrania z interwencji, często słyszę: „Ale ja nie wiedziałam, co dokładnie sfotografować”. A to właśnie detale często decydują, czy sprawa skończy się umorzeniem, czy wyrokiem.

Wyobraź sobie, że widzisz psa całymi dniami przywiązanego do budy. Co możesz zrobić, krok po kroku?

1. Zbieranie dowodów

Najcenniejsze są:

  • zdjęcia – pokazujące ogólny wygląd zwierzęcia (wychudzenie, rany, postawę ciała), długość łańcucha, brak misek, stan budy, otoczenie,
  • nagrania wideo – zwłaszcza powtarzalne sytuacje: bicie, szarpanie, brak reakcji właściciela na skomlenie, leżenie w mrozie,
  • zapisy dat i godzin – np. w notatniku w telefonie: „od 3 dni pies bez wody, 10:00–18:00 na słońcu”.

W trudniej dostępnych miejscach (zamknięte podwórka, balkony od strony podwórza) dobrze sprawdzają się nagrania z okien sąsiadów. Coraz częściej widzę też użycie dronów – szczególnie w przypadku porzuconych zwierząt w pustych mieszkaniach czy na zamkniętych posesjach na osiedlach blokowych. Oczywiście trzeba przy tym uważać na przepisy dotyczące latania dronem, ale z dobrze wykonanych nagrań policja i prokuratura naprawdę korzystają.

2. Dokładny opis sytuacji

W zawiadomieniu – czy to pisemnym, czy przez aplikację – opisz:

  • co się dzieje (np. „pies całymi dniami bez wody, w upale, bez możliwości schronienia, słychać uderzenia i skomlenie”),
  • od kiedy to obserwujesz,
  • gdzie – adres, numer mieszkania lub dokładny opis posesji,
  • kto prawdopodobnie jest właścicielem (nazwisko, opis, numery tablic rejestracyjnych samochodów, jeśli je znasz).

Jeśli oprócz Ciebie są inni świadkowie – poproś ich o krótkie, podpisane oświadczenia albo choćby zgodę na podanie ich numeru telefonu służbom. Często właśnie spójne relacje kilku osób robią największe wrażenie na prokuratorze.

3. Złożenie zawiadomienia

Możesz to zrobić:

  • osobiście – na komendzie lub w prokuraturze, prosząc o potwierdzenie przyjęcia na kopii,
  • listownie – listem poleconym,
  • mailowo – jeśli instytucja dopuszcza taką formę,
  • przez aplikację / formularz – np. Animal Helper, formularz na stronie miasta.

W treści jasno napisz, że zawiadamiasz o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt. To od razu ustawia sprawę na właściwych torach.

4. Monitorowanie sprawy

Na tym etapie wiele osób odpuszcza, bo „przecież zgłosiłam, to oni już wiedzą, co robić”. Niestety, w polskich realiach dopytywanie jest elementem systemu.

Możesz:

  • po kilku dniach zadzwonić i zapytać o sygnaturę sprawy,
  • poprosić o informację, jakie działania podjęto,
  • jeśli widzisz, że nic się nie dzieje – powiadomić organizację prozwierzęcą i przesłać jej kopię zawiadomienia.

Zdarzało mi się widzieć sprawy, które „magicznie przyspieszały” w momencie, gdy fundacja pytała o nie w prokuraturze.

Bezpieczeństwo świadka – Twoje granice są tak samo ważne

Raz byłam na interwencji, na którą zaprosiła mnie organizacja prozwierzęca. Jeszcze zanim wysiadłyśmy z samochodu, usłyszałam z podwórka wrzask właściciela: „Jak mi ktoś tu wejdzie, to go zabiję!”. I to jest moment, w którym dobrze wiesz, że nie Ty będziesz tu bohaterką z filmu akcji. Od tego są służby.

Twoje bezpieczeństwo jest absolutnym priorytetem. Dlatego:

  • nie wchodź samodzielnie na obce posesje,
  • nie konfrontuj się z agresywną osobą,
  • nie rób „szalonych akcji ratunkowych” typu zabranie psa z łańcucha „po cichu w nocy”.

To ostatnie może skończyć się zarzutem kradzieży lub naruszenia miru domowego – i to Ty będziesz mieć problem prawny, a nie oprawca.

Twoją rolą jest dokumentować i zgłaszać. A jeśli bardzo się boisz, zgłaszać anonimowo. I to jest w porządku.

Co dzieje się po zgłoszeniu?

Gdy zgłoszenie trafi do policji lub prokuratury, rusza postępowanie karne. W jego toku mogą się wydarzyć trzy kluczowe rzeczy:

  1. Interwencja na miejscu – funkcjonariusze jadą sprawdzić warunki. Jeśli widzą zagrożenie życia lub zdrowia zwierzęcia, mogą je odebrać natychmiast.
  2. Zabezpieczenie zwierzęcia – trafia ono wtedy pod opiekę organizacji, schroniska lub do domu tymczasowego. Zaczyna się badanie weterynaryjne, dokumentacja obrażeń, leczenie.
  3. Postępowanie wobec sprawcy – przesłuchania, opinie biegłych, wniosek o ukaranie.

Teoretycznie za znęcanie się nad zwierzętami grozi:

  • grzywna,
  • ograniczenie wolności,
  • kara pozbawienia wolności do 3 lat, a przy szczególnym okrucieństwie – do 5 lat,
  • zakaz posiadania zwierząt,
  • nawiązka na cel związany z ochroną zwierząt (np. na schronisko).

W praktyce, jak już wspominałam, wyroki często oscylują wokół 3–6 miesięcy, nierzadko w zawieszeniu. Dzieje się tak m.in. dlatego, że sądy mają problem z uznaniem, że sprawca działał z „zamiarem bezpośrednim”. Sprawcy tłumaczą: „szarpnąłem tylko raz”, „uderzyłem, bo się wyrywał”, „zapomniałem o nim”.

I tu wracamy do Twojej roli. Dobra dokumentacja (powtarzalność, czas trwania, charakter przemocy) utrudnia taką linię obrony. Dzięki temu rośnie szansa na:

  • realne kary,
  • zakaz posiadania zwierząt w przyszłości.

Czy zgłoszenie naprawdę pomaga zwierzęciu? Z mojego doświadczenia – tak. Nawet jeśli efekt w sądzie nie zawsze jest satysfakcjonujący, to:

  • zwierzę często trafia do lepszych warunków,
  • lokalna społeczność dostaje sygnał: „ktoś tu patrzy na ręce”,
  • rośnie presja na zmiany systemowe.

Chipy, porzucenia i to, co możemy udowodnić

Jeszcze jedna rzecz, o którą często jestem pytana przy okazji takich spraw: „Czy da się ustalić, kto porzucił zwierzę?”.

Jeśli zwierzę ma chip i jest on zarejestrowany, szanse rosną ogromnie. Dzięki bazom danych udaje się co roku odnaleźć ponad 500 właścicieli porzuconych psów i kotów. Problem w tym, że w Polsce chipowanie wciąż nie jest obowiązkowe dla wszystkich zwierząt. Dlatego mnóstwo porzuceń nigdy nie zostanie powiązanych z konkretną osobą.

To kolejny powód, dla którego tak głośno mówię: chipujcie swoje zwierzęta i rejestrujcie chipy w bazach. Nie tylko na wypadek zaginięcia – także po to, by nikt nie mógł powiedzieć: „To nie mój pies, ktoś go tu podrzucił”.

Najczęstsze pytania, które słyszę od czytelników

Na koniec zbiorę kilka pytań, które pojawiają się u mnie najczęściej w mailach i wiadomościach.

„Jak zgłosić znęcanie się nad zwierzęciem anonimowo?”
Możesz zadzwonić na policję (997 lub 112), do Straży Miejskiej albo złożyć zawiadomienie w prokuraturze bez podawania swoich danych. W treści zgłoszenia skupiasz się na faktach, nie na sobie. Anonimowe zgłoszenia przyjmują też fundacje, TOZ, lokalne schroniska – często to one są najbardziej otwarte na takie formy kontaktu.

„Czy mogę zgłosić znęcanie się przez internet?”
Tak. Coraz więcej instytucji ma formularze online lub adresy mailowe do zgłoszeń. Do tego dochodzą aplikacje, takie jak Animal Helper, gdzie możesz dodać zdjęcia, filmy i lokalizację. W sprawach regionalnych, np. we Wrocławiu, świetnie sprawdza się kontakt bezpośrednio z okręgowym TOZ lub lokalnym schroniskiem – często działają szybciej niż policja, bo omijają niepotrzebną biurokrację.

„Czy w ogóle jest sens zgłaszać? Czy to coś zmieni?”
Tak, jest sens. Po pierwsze – dla konkretnego zwierzęcia: często to jedyna szansa na odebranie z fatalnych warunków. Po drugie – dla ludzi: wiemy z badań, że przemoc wobec zwierząt jest często preludium do przemocy wobec osób – dzieci, partnerów, osób starszych. Reagując na „psa na łańcuchu”, czasem ratujesz też kogoś, kogo jeszcze nie widzisz.

Jeśli miałabym zostawić Cię z jedną myślą, byłaby taka:
Twoje zgłoszenie może być dla jakiegoś psa, kota, konia czy krowy jedynym głosem, jaki kiedykolwiek w ich obronie wybrzmi. I naprawdę nie musisz być prawniczką ani aktywistką, żeby ten głos podnieść. Wystarczy, że nie przejdziesz obojętnie.