Kiedy pierwszy raz pojechałam „z ciekawości” do ogłoszonej w internecie hodowli owczarków, wystarczyło pięć minut, żeby wiedzieć, że coś jest bardzo nie tak. Zapach amoniaku uderzał już na podwórku, w budynku roiło się od much, a szczeniaki siedziały w ciemnym pomieszczeniu bez okna. Na papierze wszystko wyglądało „w miarę” – były jakieś umowy, pieczątka przy szczepieniu. W praktyce: klasyczna pseudohodowla.

W tym tekście pokazuję Ci, jak z poziomu zwykłego opiekuna psa odróżnić legalną, sensownie prowadzoną hodowlę od miejsca, które tylko udaje legalność. I jak nie dać się nabrać na papiery, pieczątki i ładne słowa.

Dlaczego wybór hodowli ma tak duże znaczenie?

Z perspektywy kogoś, kto od lat pracuje z psami i kotami po przejściach, widzę tę samą historię powtarzaną w kółko: „Kupiliśmy szczeniaka z ogłoszenia, było taniej, a teraz leczymy przewlekłą biegunkę / padaczkę / lęk separacyjny”.

Legalna hodowla to nie tylko „papier” i wyższa cena. To przede wszystkim:

  • warunki zgodne z prawem i normami dobrostanu (w Unii klatki jako stałe miejsce życia psów są zakazane),
  • kontrolowany rozród, badania rodziców,
  • udokumentowana opieka weterynaryjna,
  • większa przewidywalność zdrowia i psychiki psa.

Nielegalna hodowla i pseudohodowla to często totalne przeciwieństwo: maksymalny zysk przy minimalnych kosztach. Psy są tam „narzędziem produkcji”, a nie członkiem rodziny. To właśnie z takich miejsc trafiają do gabinetów weterynaryjnych psy z ciężkimi chorobami genetycznymi, wyniszczeniem organizmu i poważnymi zaburzeniami zachowania.

Twój wybór konkretnej hodowli to realny wpływ na los tego jednego psa, którego zabierzesz do domu – ale też sygnał dla całej branży: wspierasz albo uczciwych hodowców, albo ludzi żyjących z cierpienia zwierząt.

Co w Polsce oznacza „legalna hodowla psów”?

W polskim prawie hodowla psów (i kotów) to nie jest po prostu „ktoś ma suczkę i szczeniaki”. To działalność, która podlega konkretnym przepisom.

Jeśli mówimy o psach rasowych, legalna hodowla musi być zarejestrowana w związku lub organizacji, która ma w statucie realny cel hodowlany. Klasyczny przykład to:

  • Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) – członek FCI (Międzynarodowej Federacji Kynologicznej).

Sprzedaż psów i kotów poza takimi organizacjami – czyli np. w „stowarzyszeniach dla każdego”, zakładanych wyłącznie po to, by obchodzić przepisy – jest sprzeczna z art. 10a ustawy o ochronie zwierząt. To jest ten przepis, który miał uderzyć w pseudohodowle, choć w praktyce wielu osobom wciąż udaje się go omijać.

Jeśli hodowla ma charakter gospodarstwa (duża skala, dochód), powinna być też zgłoszona w ARiMR jako gospodarstwo rolne. To nie tylko wymóg formalny – dzięki temu można sprawdzić, czy miejsce w ogóle istnieje w oficjalnych rejestrach.

Zdarzało mi się słyszeć od opiekunów: „Pani Aleksandro, hodowla jest przecież w jakimś stowarzyszeniu, więc wszystko jest OK”. Niestety – pseudohodowcy masowo rejestrują się w dowolnych, często fikcyjnych stowarzyszeniach, które nie podlegają faktycznej kontroli, nikt nie sprawdza ich warunków, a „regulaminy hodowlane” istnieją tylko na papierze.

UWAGA: sam fakt, że hodowla „gdzieś figuruje”, nie znaczy, że działa zgodnie z prawem i z poszanowaniem dobrostanu psów.

Standardy UE a realne warunki w hodowli

Na poziomie przepisów wszystko brzmi pięknie: są unijne normy dobrostanu, zakaz trzymania psów stale w klatkach, wymóg zapewnienia im odpowiedniej przestrzeni, światła, ruchu, dostępu do wody, opieki weterynaryjnej.

W praktyce widziałam hodowle, które:

  • na papierze są zarejestrowane i „legalne”,
  • a na miejscu psy mają odleżyny, siedzą w ciasnocie, z ranami i bez sensownej opieki.

Dlaczego tak się dzieje? Bo po jednorazowej rejestracji nie ma rutynowych kontroli każdej hodowli z automatu. Kontrole pojawiają się zwykle dopiero wtedy, gdy ktoś zgłosi problem. To bolesna luka systemu.

Z drugiej strony są miejsca, które naprawdę robią to dobrze. Pamiętam wizytę w jednej z legalnych hodowli chartów – psy biegały po dużym, ogrodzonym wybiegu, miały czyste, jasne pomieszczenia, matki odchowywały mioty w domu, a dokumentacja badań wisiała w segregatorach przy wejściu jak w małej klinice.

To właśnie jest realna różnica: nie tylko rejestracja, ale faktyczne warunki.

Dokumenty i identyfikacja – co MUSI mieć pies z legalnej hodowli?

Kiedy ktoś do mnie pisze: „Czy ta hodowla jest OK?”, prawie zawsze zaczynam od dokumentów. Papier nie załatwi wszystkiego, ale brak papieru bardzo często oznacza kłopoty.

W legalnej hodowli standardem jest:

  • metryka szczenięcia – coś w rodzaju „aktu urodzenia”, wydawana przez organizację (np. ZKwP),
  • na jej podstawie przyszły opiekun może wyrobić rodowód,
  • książeczka zdrowia lub paszport z wpisanymi szczepieniami, odrobaczeniami, danymi lekarza,
  • identyfikacja psa – najczęściej microchip, rzadziej tatuaż,
  • dokumenty badań rodziców (np. w kierunku chorób typowych dla rasy).

PRO TIP: poproś hodowcę o numer chipa lub tatuażu szczeniaka (albo matki miotu) jeszcze przed wizytą. Numer możesz zweryfikować w bazach powiązanych z ARiMR lub ogólnopolskich bazach chipów. Jeśli hodowca zaczyna kręcić, że „to się później wpisze”, lampka ostrzegawcza powinna zaświecić się na czerwono.

Zdarza się też coś, o czym mało kto mówi głośno: fałszowanie dokumentacji weterynaryjnej. Pseudohodowcy potrafią wpisywać w książeczkę szczepienia i odrobaczenia innego psa niż ten, który idzie do sprzedaży. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza – pieczątka jest, daty są. Bez badań DNA taki numer wychodzi na jaw bardzo rzadko.

Dlatego zawsze powtarzam: dokumenty są ważne, ale zawsze łącz je z tym, co widzisz na miejscu.

Legalna hodowla psów w praktyce: jak to wygląda „od środka”?

W dobrze prowadzonej, legalnej hodowli zwykle dzieją się trzy rzeczy naraz:

  1. Psy żyją jak psy, a nie jak „maszyny do rodzenia”.
  2. Hodowca faktycznie zna swoje psy i ich genetykę.
  3. Kupujący dostaje wsparcie, a nie tylko szczeniaka i „do widzenia”.

Kiedy rozmawiam z hodowcami, których szczeniaki potem trafiają do moich pacjentów, widzę wspólny mianownik. Taki hodowca:

  • pokaże Ci matkę miotu (i często też ojca, jeśli mieszka na miejscu),
  • opowie o liniach, chorobach w rodowodzie, zalecanych badaniach,
  • nie odda ośmiotygodniowego szczeniaka „od ręki”, jeśli widzi, że nie jesteś przygotowany,
  • często zadaje Ci więcej pytań niż Ty jemu.

W legalnej hodowli znajdziesz też przydomek hodowlany (zarejestrowany np. w ZKwP). Jest wpisany w dokumenty psów – to ich „nazwisko”. Możesz je potem sprawdzić w rejestrach ZKwP online.

I jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się myśli: zapytaj o „emerytów”. W dobrej hodowli starsze psy, które już nie biorą udziału w rozrodzie, gdzieś są – mieszkają z hodowcą, z rodziną, czasem w świadomie dobranych domach stałych. Jeśli hodowca unika tego tematu, a na miejscu widzisz tylko młode psy „w wieku produkcyjnym”, to sygnał do dalszych pytań. W pseudohodowlach psy po zakończeniu „użyteczności” bywają po prostu wywożone, eksportowane lub usypiane.

Pseudohodowla a nielegalna hodowla – co jest czym?

Te dwa pojęcia często używane są zamiennie, ale w praktyce ich granice trochę się różnią.

Nielegalna hodowla:

  • działa bez rejestracji, bez zgód, często całkowicie „w szarej strefie”,
  • nie podlega żadnej formalnej kontroli,
  • często łamie wprost przepisy o ochronie zwierząt, sanitarne, budowlane.

Pseudohodowla:

  • udaje legalność – ma jakieś stowarzyszenie, „papiery”, ładną stronę,
  • bywa zarejestrowana w fikcyjnych organizacjach, które istnieją tylko po to, by wystawiać nic niewarte „rodowody”,
  • na zdjęciach wszystko wygląda dobrze, dopiero na miejscu wychodzi prawda.

Zdarzyło mi się kiedyś analizować dokumenty psa, który według opiekunów miał być „z legalnej hodowli, bo ma rodowód”. Okazało się, że rodowód był wystawiony przez stowarzyszenie, w którym – jak potem wyszło – członkiem hodowli można zostać po wypełnieniu formularza w internecie i opłaceniu składki. Zero realnych kontroli, zero regulaminu hodowlanego.

W pseudohodowlach psy często:

  • mają brak lub fikcyjny rodowód,
  • są rozmnażane bez badań, bez oglądania linii,
  • żyją w złych warunkach, choć sprzedaż bywa prowadzona z „ładnego salonu”, żebyś nie widział zaplecza.

Jak rozpoznać pseudohodowlę „na oko”?

Najważniejszy test, który zawsze polecam: pojedź do hodowli i tam przez chwilę po prostu… bądź. Obserwuj, wąchaj, słuchaj.

Zwróć uwagę na kilka rzeczy:

  • Zapach i muchy. Oczywiście tam, gdzie jest dużo psów, nigdy nie będzie pachniało jak w perfumerii. Ale intensywny odór amoniaku, przewlekła wilgoć, roje much – to typowy obraz miejsc, gdzie nie ma nawet podstawowej higieny.
  • Przestrzeń. Czy psy mają miejsce, żeby się położyć, wyprostować, pobiegać? Czy widzisz wybieg, ogród, czy tylko małe boksy i kojce?
  • Kontakt z ludźmi. Psy z dobrych hodowli reagują na człowieka co najmniej z ciekawością. Psy z pseudohodowli bywają skrajnie wycofane albo nadmiernie pobudzone, unikają dotyku, wpadają w panikę.
  • Dostęp do dokumentów. Jeśli hodowca niechętnie pokazuje metryki, rodowody rodziców, wyniki badań, unika rozmowy o rejestracji – to nie jest dobry znak.
  • Sposób sprzedaży. „Szczeniak od ręki”, „możemy wysłać kurierem”, „rezerwacja tylko dziś, bo duże zainteresowanie” – to język biznesu, nie odpowiedzialnej hodowli.

Często opiekunowie opowiadają mi podobną historię: „Pojechaliśmy, coś nam nie grało, ale dziecko już się zakochało, szkoda nam było tego szczeniaka, więc go wzięliśmy”. Rozumiem ten odruch serca. Ale pamiętaj – biorąc szczeniaka z pseudohodowli, ratujesz jednego psa, ale robisz miejsce dla kolejnego miotu. To okrutny mechanizm, który działa, dopóki ktoś płaci.

Jak krok po kroku sprawdzić legalność hodowli?

Kiedy szykujesz się do zakupu psa, potraktuj to trochę jak mini-śledztwo. To kilka godzin pracy, które mogą zaoszczędzić Ci lat problemów zdrowotnych i behawioralnych.

Podstawowe kroki:

  1. Sprawdź rejestrację hodowli.
    Jeśli hodowca mówi, że jest w ZKwP – wejdź na stronę ZKwP i wyszukaj przydomek hodowlany. To samo z innymi poważnymi organizacjami kynologicznymi. W przypadku większych gospodarstw możesz też sprawdzić, czy widnieją w rejestrach ARiMR.

  2. Zweryfikuj dokumenty szczeniąt.
    Dopytaj o metryki, rodowody, przydomek, dokumenty rodziców. Zażądaj ich skanów/zdjęć przed wizytą. Hodowca, który nie ma nic do ukrycia, nie będzie z tym zwlekał.

  3. Sprawdź identyfikację psa.
    Szczenię powinno być zaczipowane. Poproś o numer chipa i sprawdź, czy figuruje w bazie (część baz współpracuje z ARiMR, inne są branżowe, ale w każdej chodzi o to samo – przejrzystość).

  4. Przejrzyj dokumentację weterynaryjną.
    Zwróć uwagę, czy wpisy są spójne, czy lekarz istnieje (tak, ludzie dzwonią do przychodni, to normalne i rozsądne). Pytaj o badania rodziców – np. RTG stawów, echo serca, testy DNA.

  5. Pytaj o „życie po hodowli”.
    Co dzieje się ze starszymi psami? Jak hodowca reaguje na problemy zdrowotne czy behawioralne swoich szczeniąt już po sprzedaży? Czy utrzymuje kontakt z opiekunami?

Jeśli którykolwiek z tych etapów kończy się wymijającymi odpowiedziami, presją („bo się szczeniaki rozejdą”) albo tekstem „proszę nie czytać tych głupot w internecie”, ja osobiście z takiego miejsca bym się wycofała.

Klatki, fermy i hodowla na futra – szerszy kontekst

Choć ten tekst skupia się na psach, warto zobaczyć szerszy obraz. To, jak traktujemy zwierzęta w hodowlach towarowych, mocno rzutuje na standardy wobec psów i kotów.

W Polsce w systemie hodowli klatkowej wciąż trzymane są:

  • ponad 39 milionów kur niosek rocznie,
  • około 1,5 miliona cieląt,
  • prawie pół miliona macior,
  • około 1,7 miliona królików.

Te liczby robią wrażenie, prawda? Miałam okazję wejść raz na dużą fermę drobiu w ramach szkolenia – huk, zapach, warunki, w których każde dodatkowe pół centymetra przestrzeni jest kosztem „wydajności”. Nic dziwnego, że ponad 75% Polaków deklaruje poparcie dla zakazu hodowli klatkowej, a podobne liczby dotyczą zakazu hodowli na futra.

Te nastroje społeczne przekładają się na prawo: trwają procesy odchodzenia od hodowli klatkowej i futrzarskiej, planowane są ogromne koszty transformacji (ok. 6 mld zł, z czego część pokrywają fundusze Wspólnej Polityki Rolnej – ponad 1,5 mld euro). W wielu krajach Europy hodowla na futra jest już całkowicie zakazana. W Polsce przepisy wciąż się zmieniają, ale kierunek jest jasny: ograniczanie i docelowe wygaszanie tego typu działalności.

Oto zestawienie dwóch najbardziej kontrowersyjnych typów hodowli:

Aspekt Hodowla klatkowa Hodowla na futra
Liczba zwierząt (w Polsce) Ponad 39 mln kur niosek; 1,5 mln cieląt; 490 tys. macior; 1,7 mln królików Dane liczebne mniej jednoznaczne, ale hodowla futrzarska obejmuje znaczną liczbę zwierząt futerkowych
Poparcie społeczne dla zakazu 75,1% Polaków popiera zakaz 68,2% Polaków popiera zakaz
Oczekiwania wobec rządu 70,3% oczekuje poparcia zakazu przez Ministerstwo Rolnictwa 65,8% liczy na podpis ustawy zakazującej hodowlę futrzarską przez Prezydenta
Koszt transformacji Około 5,984 mld zł, wsparte funduszami WPR (ponad 1,5 mld euro) Koszty transformacji mniej sprecyzowane, ale zakaz jest planowany i wspierany przez prawo
Status prawny Legalna, jeśli spełnia normy UE dotyczące dobrostanu W procesie zakazu, hodowla futrzarska jest stopniowo eliminowana jako nielegalna
Grupy społeczne wspierające zakaz 75,1% ogółu społeczeństwa, 73,1% osób 15-24 lat 73,1% młodzieży 15-24 lata, 65,5% mieszkańców wsi

Dlaczego o tym piszę w tekście o psach? Bo mechanizmy są podobne: tam, gdzie liczy się tylko „sztuka” i „wydajność”, zwierzę staje się numerem, nie osobą. W takich realiach łatwo zaakceptować, że suka ma rodzić dwa razy do roku, a szczenię to „produkt”.

Nielegalna hodowla – co grozi hodowcom i… co to oznacza dla Ciebie?

Z punktu widzenia prawa nielegalna hodowla to nie tylko „brzydki zapach i biedne psy”. To także:

  • możliwość interwencji służb (policja, prokuratura, inspekcja weterynaryjna),
  • odebranie zwierząt,
  • wysokie kary finansowe, a w skrajnych przypadkach odpowiedzialność karna.

Przykłady z ostatnich lat: podczas jednej z akcji w Gdańsku odebrano 58 psów, w innej interwencji Fundacji Ex Lege – 64 psy z dramatycznych warunków. Takie sprawy nie kończą się tylko na medialnym szumie – za nimi idą postępowania, zakazy posiadania zwierząt, grzywny.

W przypadku większych ferm (np. bydła) dochodzi jeszcze inny, mroczny wątek: nielegalne pozbywanie się padłych zwierząt. Zdarzają się sytuacje, w których hodowcy przez lata zakopują ciała w ziemi zamiast kierować je do utylizacji. Kiedy inspektorzy w końcu trafiają na takie „masowe groby”, kary potrafią sięgać nawet miliona złotych. Tylko że te milionowe konsekwencje przychodzą po latach działania w szarej strefie.

Na forach rolniczych nie jest tajemnicą, że fermy bydła potrafią działać latami bez kompletu pozwoleń. Prawo w pierwszej kolejności „zachęca” do legalizacji, a realne kary administracyjne bywają śmiesznie niskie – zdarzają się decyzje po 500 zł. Dopiero przy skali, która zagraża środowisku albo ujawnia się ogrom zaniedbań, wchodzą w grę poważniejsze sankcje.

Z Twojej perspektywy jako przyszłego opiekuna psa ważne jest jedno: kupując zwierzę z miejsca, które działa na granicy prawa, dokładnie w ten system się wpisujesz. Nawet jeśli nie masz złych intencji.

Nielegalne hodowle innych zwierząt – na co zwrócić uwagę?

Nielegalność i pseudohodowle to nie tylko psy. Drób, króliki, zwierzęta futerkowe, bydło – wszędzie tam w grę wchodzą podobne mechanizmy.

Kiedy jadę na wieś do znajomych i ktoś pokazuje mi „tę fermę za lasem, co śmierdzi na pół gminy”, prawie zawsze pada to samo zdanie: „Podobno coś tam było z papierami, ale oni dalej działają”.

W przypadku dużych ferm ważnym dokumentem jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach (DUŚ). Bez niej nie da się w pełni zlegalizować dużej hodowli, zwłaszcza jeśli przekracza określone progi obsady zwierząt. Co więcej, jeśli ktoś rozbudowuje fermę etapami (żeby „nie przekroczyć progu”), po jego przekroczeniu DUŚ i tak trzeba wydać dla całości inwestycji.

Brak DUŚ przy obiekcie, który ewidentnie jest dużą fermą, to gruby sygnał ostrzegawczy – zarówno dla sąsiadów, jak i potencjalnych klientów.

Z perspektywy zwykłego obserwatora sygnały są podobne jak przy psach:

  • odór wyczuwalny z daleka,
  • chmary much,
  • brak jakichkolwiek tablic informacyjnych, numerów gospodarstwa,
  • „cisza” w oficjalnych rejestrach, gdy próbujesz cokolwiek sprawdzić.

Podsumowując, by uniknąć wspierania nielegalnej hodowli i zadbać o dobrostan zwierząt, dobrze jest:

  • sprawdzać, czy hodowla jest oficjalnie zarejestrowana w ARiMR lub branżowej organizacji,
  • ocenić realne warunki – dostęp do światła, ruchu, czystości, wody, karmy,
  • domagać się dokumentów pochodzenia i zdrowia zwierząt,
  • upewnić się, że hodowla przechodzi kontrole sanitarne i weterynaryjne,
  • trzymać się z daleka od miejsc, które ukrywają swoją działalność przed sąsiadami i urzędami.

Co możesz zrobić, jeśli podejrzewasz nielegalną hodowlę?

Pamiętam wiadomość od czytelniczki, która opisała mi dziwne „gospodarstwo psów” za jej miejscowością. Zapytała: „Czy ja w ogóle mogę coś z tym zrobić?”. Moja odpowiedź zawsze jest taka sama: tak – możesz i powinnaś.

Masz kilka ścieżek działania:

  • Powiatowy lekarz weterynarii / inspekcja weterynaryjna.
    To oni mają uprawnienia do kontroli warunków utrzymania zwierząt, mogą nakazać poprawę warunków, a w skrajnych przypadkach – odebrać zwierzęta.

  • Policja / prokuratura.
    Gdy w grę wchodzi znęcanie się nad zwierzętami lub łamanie konkretnych przepisów (np. ustawy o ochronie zwierząt), zgłoszenie na policję jest jak najbardziej uzasadnione.

  • Organizacje prozwierzęce.
    Fundacje i stowarzyszenia mają doświadczenie w takich interwencjach, często współpracują z inspekcją i policją. Potrafią też pomóc Ci dobrze udokumentować problem (zdjęcia, daty, opisy).

Twoje zgłoszenie może być anonimowe lub możesz poprosić o zachowanie poufności. Ważne, żeby dać służbom jak najwięcej informacji: adres, opis warunków, jeśli to możliwe – zdjęcia czy nagrania.

Pamiętaj, że większość Polaków popiera zdecydowane działania przeciwko hodowlom klatkowym i futrzarskim. Nie jesteś „czepialską sąsiadką” – jesteś częścią zmiany, która ma realny wpływ na los zwierząt.

Jak praktycznie sprawdzić legalność hodowli psa – w skrócie

Jeśli w głowie masz jedno pytanie: „Dobra, ale co ja konkretnie mam zrobić przed zakupem psa?”, to sprowadza się to do kilku kluczowych kroków.

Podsumowując, aby skutecznie ocenić, czy hodowla jest legalna, sprawdź:

  • rejestrację w ZKwP/FCI lub innej poważnej organizacji o celach hodowlanych (dla gospodarskich – w ARiMR),
  • dostępność metryk i rodowodów oraz zgodność danych z rejestrami,
  • obecność microchipu lub tatuażu i możliwość weryfikacji numeru w bazie (także tych współpracujących z ARiMR),
  • kompletną dokumentację weterynaryjną – szczepienia, odrobaczenia, badania rodziców,
  • przydomek hodowlany i to, czy pojawia się on w oficjalnych rejestrach.

Jeśli możesz, zapytaj też sąsiedztwo, jak ta hodowla wygląda „od środka”. Na wsiach wieści o pseudohodowlach i nielegalnych fermach rozchodzą się szybko – ludzie mogą nie znać paragrafów, ale dobrze wiedzą, gdzie „śmierdzi” i gdzie nocą wywozi się ciężarówki z padliną.

Najczęstsze pytania opiekunów

Jak sprawdzić legalność hodowli?
Zacznij od rejestracji w ZKwP (sprawdź przydomek na stronie związku) lub innej uznanej organizacji kynologicznej. Przy większych hodowlach gospodarskich – od rejestrów ARiMR i decyzji środowiskowej (DUŚ). Następnie poproś o skany metryk, rodowodów, wyników badań, numer chipa i zweryfikuj je w dostępnych bazach. Na końcu – pojedź na miejsce i skonfrontuj papiery z rzeczywistością.

Jakie warunki wskazują na nielegalność hodowli lub pseudohodowlę?
Brud, silny smród amoniaku, brak dostępu do światła i ruchu, duża liczba zwierząt w ciasnych pomieszczeniach, widoczne rany i zaniedbania, chmary much, unikanie rozmowy o dokumentach, brak rodowodów lub „papiery” z przypadkowego stowarzyszenia, którego nie znajdziesz nigdzie poza stroną na Facebooku. Przy dużych fermach – brak DUŚ i innych decyzji administracyjnych.

Czy hodowla na futra jest legalna?
W wielu krajach UE hodowla zwierząt na futra jest już całkowicie zakazana. W Polsce przepisy wciąż się zmieniają, ale kierunek jest wyraźny: ograniczanie i stopniowe wygaszanie tego typu działalności. Zanim kupisz produkt z futrem lub wejdziesz we współpracę z firmą futrzarską, warto sprawdzić aktualny stan prawny – bo to obszar, w którym prawo i praktyka zmieniają się wyjątkowo dynamicznie.

Na koniec zostawię Ci jedną myśl: pies, którego weźmiesz z hodowli, będzie z Tobą kilkanaście lat. Warto poświęcić kilka tygodni na porządne sprawdzenie miejsca, z którego ma pochodzić. To inwestycja nie tylko w zdrowie i psychikę Twojego przyszłego przyjaciela, ale też w świat, w którym zwierzęta nie są traktowane jak towar z taśmy produkcyjnej.

Aleksandra Mazur